NIE FiM Trybuna Przegląd
Strona główna Religie Polityka Zaloguj się !
|
POLITYKA
|
RELIGIE
|
GOSPODARKA
|
KULTURA
|
SZUKAJ
|
PLIKI
|
WWW
|
POCKET_PC
|
WAP
|
|
|
Zostań naszym TW


Ty wiesz - reszta nie
Możemy to zmienić...

Wybierz...
· Strona główna
· 66 sekund
· Pytania i odpowiedzi
· Archiwum
· Artykuły
· CafeNews
· Dodaj link!
· Forum
· Fotogaleria
· Lista użytkowników
· Nasze Sondy
· PDA / Pocket PC
· Plikownia
· Poleć nas !
· Publikuj artykuł !
· Statystyki
· Strony WWW
· Szukaj
· Twoje konto
· Wybierz tematykę

Zawsze z Tobą...

Rutkowski rulez!

Lista ateistów
i agnostyków

Top strony www
· 1: Wesoły heretyk
· 2: KLIN
· 3: Satyra i Humor - Sadurski.com
· 4: Racja Polskiej Lewicy
· 5: Lewica.pl - lewicowy portal informacyjny
· 6: Racjonalista
· 7: Polskie Stowarzyszenie Wolnomyślicieli
· 8: Kwartalnik kulturalno-polityczny
· 9: SwidnickiPortal
· 10: SZCZUDLARZE TEATRY ULICZNE

Top pliki
· 1: 'Gramy hejnał' - kino niezależne
· 2: Gramy hejnał - wersja DivX - mirror
· 3: Trailer filmu
· 4: Pudelsi 'Wolne słowo'
· 5: Butelka - Radio dla Polaków (teledysk)
· 6: Zbrodnie w imieniu Chrystusa - Robert Haasler
· 7: Największe kłamstwa i mistyfikacje w dziejach kościoła - Lesław Żukowski
· 8: Wesoły kraj
· 9: Życie seksualne papieży - Nigel Cawthorne
· 10: Krzywe zwierciadło - cz.2 programu

W pigułce...

Alternautów:

9052

Artykułów:

2117

Działów:

12

Komentarzy do artykułów:

5526

Witryn WWW:

64

Kategorii linków:

3

Artykułów oczekujących na publikację:

2

..::: Reklama ::...

Losowo wybrany dział

Kącik Qlturalny
[ Kącik Qlturalny ]

·XII Ogólnopolski Konkurs Fotografii Studenckiej
·POECI NA NOWY WIEK
·Wspaniałe są mądrości Wschodu
·Porno na scenie
·Moje szczęście jest na scenie
·Powrót do Tykocina
·Palikot, czyli symptom
·Ścięta Głowa Marii Antoniny
·Ładny pochówek Teatru Telewizji
·A jednak się kręci!
·Ministerstwo Głupich Kroków
·Smutek religii intelektualistó w

  

Niezwykłe minuty życia

Artykuł wysłany przez: Przegląd dnia 14-05-2008 o godz. 18:32:10
Dział: Kącik Qlturalny

"Przegląd" NR 20/2008

Filmowy powrót Jerzego Skolimowskiego na 70. urodziny

Jerzy Skolimowski – reżyser, scenarzysta, aktor, malarz, wieczny outsider na walizkach, jak o nim mówią, trzykrotny zdobywca Złotej Palmy, były playboy (jak sam mówi, większy niż Roman Polański), poeta i bokser, przyjaciel Jacka Nicholsona, samotnik – kilka dni temu świętował 70. urodziny. A już 15 maja, podczas festiwalu filmowego w Cannes, odbędzie się premiera jego najnowszego, zrealizowanego po 17-letnim odpoczynku od kina filmu „Cztery noce z Anną”.

Wielki powrót znakomitego reżysera czy łabędzi śpiew nieco zapomnianego twórcy takich kultowych wśród wielu widzów dzieł z lat 60. XX w. jak „Rysopis”, „Walkower”, „Bariera” i feralnego (o czym dalej) „Ręce do góry”?
To się okaże, ale Cannes, jako się rzekło, przynosiło dotychczas Skolimowskiemu szczęście: nagroda jury za „Wrzask” w 1978 r., laury za scenariusz „Fuchy” w ‘82 oraz nagroda specjalna w ‘85 za „Latarniowca”. No i cztery lata później kilkuminutowa owacja publiczności po projekcji „Wiosennych wód” według prozy Turgieniewa z Timothym Huttonem i Nastassją Kinski w rolach głównych. „Przy kręceniu »Wiosennych wód« czułem się samotny i niezrozumiany – wspominał. – Często przytulałem się do starego osła, który grał w tym filmie, i szeptałem w wielkie uszy: »Ja i ty, przyjacielu, jesteśmy tu jedynymi ludźmi«”.
Innym razem mówił: „Te sześć minut wrzawy po filmie było dla mnie tym razem ważniejsze niż sześć entuzjastycznych krytyk w pismach typu »Cahiers du Cinéma«. Mniej mi teraz zależy na pochwałach koneserów, tych, którzy chodzą na tzw. filmy artystyczne, do jakich zazwyczaj zaliczano moją twórczość. Chciałbym raczej nawiązać kontakt z widzem, który w kinie szuka wzruszeń i lubi się im poddawać. Kino ma największe możliwości apelowania do zmysłów. Jeśli pragniemy przedstawić opowieść o nieszczęśliwej miłości, jakież inne medium potrafi ją przekazać odbiorcy równie przekonująco?”.
Krytyka rzeczywiście

nieczęsto rozpieszczała Skolimowskiego,

w tym sensie, że zawsze sytuowała go poza głównym nurtem. Najpierw, po eksplozji szkoły polskiej, do której się nie zaliczał, okrzyknęła go twórcą „trzeciego kina”, które stawiało na jednostkę, a nie na jej konteksty społeczne, później już jasno stwierdzała, że jest to reżyser nowofalowy, co było prawdą. Nic dziwnego, że jego „Bariera” z Janem Nowickim, studium psychologiczne człowieka usiłującego związać się ze światem poza granicami konwencji i hierarchii społecznych, otrzymała grand prix na festiwalu w Bergamo, którego jurorzy solidaryzowali się wówczas z awangardą.
Dobrze scharakteryzował ówczesne kino Skolimowskiego, przyglądające się życiu Polaka doby małej stabilizacji, Zygmunt Kałużyński, który ponad 40 lat temu pisał w „Polityce”: „Ze stylem »nowofalowym« łączy Skolimowskiego sposób patrzenia codzienny, surowy, pokrewny dokumentowi, który w najzwyklejszej minucie życia wykrywa niezwykłość, poezję, nadaje nieznany przedtem klimat byle jakim sprzętom i sytuacjom”. Taka była nie tylko „Bariera”, ale też inne przedemigracyjne obrazy reżysera, w tym wspomniane już „Ręce do góry”, zrealizowane w 1967 r., a pokazane po raz pierwszy publiczności 14 lat później z dokręconym prologiem, by w wersji oryginalnej trafić na ekrany dopiero w 1985 r.
Po latach reżyser stwierdził, że nie lubi tego filmu, gdyż zdeterminował jego życie, oraz że przez niego musiał zejść ze ścieżki Nowej Fali. To z tego obrazu, portretującego pokolenie młodych ZMP-owców, pochodzi słynna scena biegnącego w przerażeniu Bogumiła Kobieli z podniesionymi rękami i krzyczącego w niebogłosy „Jezus Maria!”, po tym, gdy okazało się, że ogromny plakat z podobizną Stalina, który przygotowywali bohaterowie, ma dwie pary oczu. To, i nie tylko to, było

nie do przełknięcia dla cenzury,

która zatrzymała film.
„Musiałem wyjechać! – mówił po latach Skolimowski. – Uparłem się, że dopóki filmu »Ręce do góry« nie pokażą w kinach, nie zrobię tu żadnego filmu. Na to Zenon Kliszko z KC powiedział mi: »Szerokiej drogi!«. Nazajutrz dostałem paszport”. Na pytanie, co by się stało, gdyby nie wyjechał, odparł: „Pewnie zapiłbym się na śmierć w SPATiF-ie”. Niekoniecznie musiało tak być, ponieważ Skolimowski miał w Polsce bardzo obiecujące początki. Zaczynał m.in. jako współautor (wraz z Jerzym Andrzejewskim) scenariusza do filmu Andrzeja Wajdy „Niewinni czarodzieje”, a także (wspólnie z reżyserem) do „Noża w wodzie” Romana Polańskiego.
Urodził się 5 maja 1938 r. w Łodzi, jednak niektóre źródła podają, że jest o dwa lata starszy. „Byłem chorowitym dzieckiem: dyfteryt, różyczka, zapalenie opon mózgowych – wspominał. – Kiedy skończyła się wojna, wyglądałem jak cień. Matka chciała mnie ratować i w szalonym widzie sfałszowała moją metrykę, postarzając mnie o dwa lata, dzięki czemu mogłem wyjechać na rekonwalescencję do Szwajcarii”.
Dzieciństwo Skolimowskiego to koszmar wojny. Ojciec zginął w obozie, matka zaangażowała się w pracę społeczną, a po wojnie zajęła się organizacją polskiego szkolnictwa. „Wychowywała mnie ulica – mówił. – Nie uważałem tego za coś złego czy nienormalnego. Nie miałem przyjaciół, ceniłem sobie wolność, samotne wyprawy do miasta, brak obowiązków. Dopiero obserwując moją żonę i to, jak wiele czasu poświęca naszym dzieciom, dostrzegłem, że wychowywanie może wyglądać inaczej”.
W 1959 r. ukończył etnografię na Uniwersytecie Warszawskim, a cztery lata później łódzką Filmówkę. Jeszcze przed pierwszymi krokami scenariuszowymi i przed „Rysopisem”, debiutem filmowym z 1964 r., Skolimowski zdążył wydać kilka tomików wierszy oraz poznać smak bohemy tamtych lat. „Fascynowałem się jazzem, grałem na bębnach – wspominał. – Bez powodzenia próbowałem się dostać do zespołu Krzysztofa Komedy czy Melomanów, bo zapał miałem większy niż umiejętności. Ale obracałem się w środowisku muzyków jazzowych, znałem realia tego światka i panującą w nim atmosferę”. Właśnie te doświadczenia stały się kanwą „Niewinnych czarodziejów”.
Ale miał też inną fascynację – boks. „Zainteresowanie poezją zawdzięczam matce, która była polonistką – mówił. – A ponieważ pisanie wierszy uważałem za zajęcie nieco wstydliwe i niebezpieczne dla męskiej osobowości, to dla równowagi wybrałem boks”. W drugiej lidze

toczył szesnaście walk,

z których połowę przegrał. Do dziś ma pamiątki po tej męskiej przygodzie – zniekształcony nos i pęknięte brwi.
Z Polską Skolimowski pożegnał się na dobre pod koniec lat 60. Od tamtej pory tworzy za granicą, we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii, Francji i Stanach Zjednoczonych, gdzie zamieszkał. „Moje położenie stało się dość dramatyczne – wspominał. – Trudno nagle opuścić kraj z żoną i dwójką dzieci. Byłem mocno związany z Polską, miałem kolejne filmowe plany. Poczułem się wyrwany z korzeniami, ale duma kazała mi dotrzymać słowa. Musiałem więc brnąć w nową i niepewną sytuację. Po wyjeździe nakręciłem kilka dobrych filmów, ale i przydarzyły mi się takie, których wolałbym nie mieć w filmowej biografii. Choćby dramat »Król, dama, walet« z supergwiazdą Giną Lollobrigidą. Powstała jakaś burleska, do której z trudem dziś się przyznaję”.
Nie było tak źle, choć na świecie, podobnie jak w Polsce, reżyser nie wypłynął na szerokie wody głównego nurtu. Owszem, wspomniane wcześniej sukcesy canneńskie, Złoty Niedźwiedź w Berlinie za zachodni debiut zatytułowany – nomen omen – „Start” z 1967 r., ale też marne, także w opinii samego reżysera, „Przygody Gerarda” z Claudią Cardinale. „Byłem reżyserem Nowej Fali – wspominał – a tu wielka maszyneria, obca mi konwencja. Do tego z ekipą porozumiewałem się przez tłumacza. To była straszliwa męczarnia”. Za to świetnie sprawdzał się jako aktor, m.in. w „Fałszerstwie” Volkera Schlöndorffa i „Before Night Falls” Juliana Schnabla.
Obecny filmowy powrót Skolimowskiego do Polski nie jest pierwszym – przed 17 laty reżyser zrealizował w koprodukcji polsko-brytyjsko-francuskiej obraz „30 Door Key” na podstawie „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Bez większego sukcesu. W ostatnich latach zajął się malarstwem, a swoje prace pokazywał m.in. w USA, Grecji, Francji, Włoszech, a także w Polsce. Nie lubi jednak, gdy mówi się o nim, że jest filmowcem, który maluje. „Kiedy maluję, nie jestem filmowcem, kiedy robię film – nie maluję. W mojej psychice te dwie sztuki są kompletnie oddzielne”, wyznał.
O czym są „Cztery noce z Anną”, do których Skolimowski zaangażował m.in. Kingę Preis i Artura Sterankę? Na razie wiemy tyle, że to historia pracownika spalarni odpadów medycznych w prowincjonalnym miasteczku, który zakochuje się w pielęgniarce i za wszelką cenę chce się do niej zbliżyć. Odurza ją lekami i nocami zakrada się do jej pokoju, spędzając długie godziny obok śpiącej kobiety i pozwalając sobie na coraz większą śmiałość. W końcu zostaje złapany przez policję.
„Udało mi się sporo razy osiągnąć to, co chciałem – stwierdził kiedyś reżyser. – Ale miałem też epizody bolesne: okupacja, śmierć ojca w obozie, klęski twórcze i osobiste... Mam zaprawę w podnoszeniu się z upadków”. Oby tym razem nie było to konieczne.

Przemysław Szubartowicz


 
Login
Użytkownik

Hasło

Zarejestruj się w portalu Alternatywa.Com !
To nic nie kosztuje!

Polecamy
· Tygodnik NIE
· Dziwne tabletki
· Tygodnik Przegląd
· K.S. Rutkowski
· Więcej w dziale: Kącik Qlturalny
· Dodane przez Red.Nacz.


Najczęściej czytany artykuł w dziale Kącik Qlturalny:
Przesłuchanie Rutkowskiego


Ocena tej publikacji
Średnia ocena: 0
Głosów: 0

Twoja ocena:

Kiepsko
Normalnie
Dobrze
Bardzo dobrze
Wspaniale





Opcje

Drukuj  Drukuj

Poleć publikację  Poleć publikację

"Zaloguj się !" | Logowanie/Założenie konta | 0 Komentarze(y)
Próg
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.
Kopiowanie tekstów bez zgody ich autorów zabronione !
© 2000-2009 Alternatywa.Com
Portal oparty o PHP NUKE
Techniczne wsparcie portalu:
Kreska - strony internetowe
Algorytmy.pl
WypocznijSobie.pl - kwatery i domki letniskowe

Korzystanie z portalu oznacza akceptację zasad
określonych w regulaminie



Kontakt z administratorem portalu:
admin[at]alternatywa.com
Mój status w Skype